Strona główna arrow Sylwestry n.p.m.
Sylwestry n.p.m.
Redaktor: Joanna Gaczyńska   
17.01.2010.
Zimowe gałązki. Fot. J. Gawryś.
Pomysł na powitanie nowego roku w plenerze czy też gdzieś wysoko nad poziomem morza, pojawił się w naszych głowach w przełomowym roku 1999. Czy ktoś jeszcze pamięta ten szał? To wtedy komputery na całym świecie miały przestać działać, co według specjalistów spowodować miało koniec świata. Powitanie nowego roku 2000 było więc problematyczne. Wtedy to właśnie powstał pomysł świętowania Sylwestra w pięknych okolicznościach przyrody. Na pewno nie w domu. Wybór miejsca był prosty. Najbliżej była Zbójna Góra - miły, lesisty zakątek w okolicy Warszawy Radość.

1999/2000 – Warszawa, Zbójna Góra - niestety nie do końca wiadomo, ile to jest n.p.m.

Świat się nie skończył, pociągi jeździły dalej, samoloty latały, elektrownie działały. A w naszej pamięci pozostało wspomnienie pięknego spaceru przez zimowy las i noworocznych fajerwerków, świetnie widocznych z naszego szczytu Zbójnej Góry.

Zbójna Góra - drogowskaz. Fot. J. Gaczyńska. 
 Drogowskaz pod Zbójną Górą. Fot. J. Gaczyńska.
 Koleżanka, która przyjechała wtedy do nas z Zakopanego, zaobserwowała ciekawe zjawisko: wszystkie pociągi jadące na północ były prawie puste, natomiast pociągi jadące w kierunku południowym, do Zakopanego, raczej przepełnione. Właściwie nie ma w tym nic dziwnego. A dzięki miłemu zaproszeniu, na powitanie nowego roku 2001 my też ruszyliśmy na południe, w stronę gór nieco wyższych niż Zbójna.
 
2000/2001 – Zakopane, Tatry, Tatrzański Park Narodowy, Wielki Kopieniec, 1328 m. n.p.m.

Widok z Kopieńca na rozświetlone fajerwerkami Zakopane, Cyrlę i Tatry był niezapomniany. Trud, jaki wiązał się z opuszczeniem miłego i ciepłego domu, stołu pełnego pysznych potraw (ach, ten Ankowy bigosik), był niewspółmiernie mniejszy niż radość ze wspólnej drogi na szczyt. Nie obyło się jednak bez poważnej lekcji. Wejście na Kopieniec w lecie nie jest trudne, ale warunki zimowe niosą ze sobą większe kłopoty. Nie dla wszystkich wyprawa ta była prosta i piękna. Skończyło się szczęśliwie, ale na przyszłość postanowiliśmy zawsze zbadać wcześniej teren i warunki, a także starać się dostosować plan do możliwości wszystkich uczestników wyprawy.

2001/2002 – Teplice, Czechy, Teplicko-Adrspahskie Skały

Wybór słynnego „Skalnego Miasta” w Czechach na powitanie nowego roku 2002 był wynikiem wcześniejszego, wakacyjnego „badania terenu”. Teplice nad Metują i Adsparch to dwa punkty na deser naszej wyprawy koronnej w 2001 roku . Miejsce to wydało nam się idealne na wyjazd sylwestrowy. I takie rzeczywiście było. Zima, śnieg, wspaniałe skały, piękne widoki, przemiły gospodarz pensjonatu "U Skalního potoka" i przede wszystkim powitanie nowego roku pod rozgwieżdżonym niebem i skałą „Tsunami” w Teplickich Skałach - to wszystko złożyło się na czar tego sylwestra.

Teplickie Skały zimą. Fot. A. Gawryś. 

  Rękawiczki albo klaszczące dłonie -  Skalnym Mieście. Fot. A. Gawryś.

I jeszcze jedna lekcja z poprzedniego roku. Zamiast zimnego szampana – grzane domowe wino z korzeniami i miodem w termosie. To zdecydowanie lepszy trunek na uczczenie nowego roku w zimowym plenerze.

Strona pensjonatu "U Skalního potoka”:  http://www.penzion.adrspach.cz/

Teplickie skalne miasto zimą. Fot. Anna Gawryś.

Skalne Miasto w śniegu. Fotr. A. Gawryś.

Skalne Miasto zimą . Fot. A. Gawryś.

Teplikie Skały - Starosta i Starościna. Fot. A. Gawryś. 

Starosta i Starościna ze Skalnego Miasta w zimowych szatach. Fot. A. Gawryś.

 

2002/2003 – Łeba, Słowiński Park Narodowy, Łącka Góra 43 m. n.p.m.

Zimą nad morzem. Fot. J. Gaczyńska. 

Zima nad morzem. Fot. J. Gaczyńska.

W 2002 roku, wbrew utartym szlakom, ruszamy na północ, nad morze. Nasza grupa w tym roku nieco się poszerzyła o kolejne osoby chętne porzucić tradycyjny prywatkowo-balowy sposób powitania nowego roku.  

Na Górę Łącką - Wydmę Łącką dojść można szlakiem czerwonym z Łeby lub z Rowów. Z jej szczytu roztacza się przepiękny widok. W kierunku zachodnim jest to wielka piaszczysta pustynia, ciągnąca się w stronę latarni morskiej w Czołpinie. Na południu widać jezioro Łebsko, na północy – Bałtyk. Pewnie wiele osób pamięta to miejsce z letnich wycieczek? Tłum ludzi, upał, piasek sypiący w oczy. Ale zimą jest tu zupełnie inaczej. Nocą krajobraz staje się księżycowy. Do tego jeszcze gdzieś w oddali świtała i fajerwerki: na statkach, które wypłynęły w morze, błyski latarni morskich, światła Łeby i Rowów. Gdzieś daleko. Morze zimą jest niezwykle interesujące, co być może najlepiej ilustrują zdjęcia. (do obejrzenia wkrótce)

                          2003/2004 – Święta Katarzyna, Góry Świętokrzyskie, Świętokrzyski Park Narodowy, Łysica, 612 m. n.p.m

Wyprawa na Łysicę – najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich –  była równocześnie kolejną wyprawą koronną . Urządziłyśmy też sobie mały zlot czarownic na miotłach i miotełkach. Wyjazd dał również oczywiście okazję do poznania historii tych okolic i miejsc takich, jak Święty Krzyż z zespołem klasztornym - gdzie w krypcie pod kaplicą zobaczyć można trumnę Jeremiego Wiśniowieckiego. Na uwagę zasługuje też przyroda Parku Narodowego Gór Świętokrzyskich, puszcza jodłowa i słynne skalne gołoborza.

W czasie tej właśnie wyprawy powstała nasza pogmatwana, ale kończąca się szczęśliwie, „Opowieść o rycerzu Władeczku i Żabie” , zainspirowana wizytą w Bodzentynie, gdzie „…stała ongiś wspaniała rezydencja książąt kościoła”. 

2004/2005 – Ostrzyce, Kaszuby, Jastrzębia Góra, 227, 2 m. n.p.m.

Na Wieżycy. Fot. J. Gaczyńska.

Na Wieżycy. Fot. J. Gaczynska.

Miejscowość Ostrzyce położona jest na Kaszubach nad jeziorem Ostrzyckim. Z punktu widokowego na Jastrzębiej Górze rozciąga widok na Jezioro Ostrzyckie i okoliczne wzniesienia z najwyższym z nich - Wieżycą (328 m. n.p.m.). Wyprawa na Kaszuby była również okazją do odwiedzenia tajemniczych kamiennych kręgów w Węsiorach nad jeziorem Długim. Około 2 km od Węsior na przełomie lat 50. i 60. odkryto 4 kamienne kręgi i 20 kurhanów. Pobyt w tych okolicach to również sprzyjająca okoliczność do poznania kultury, historii i języka Kaszub. W tym poznawaniu bardzo pomocna okazała się wizyta w Muzeum Kaszubskim im. Franciszka Tredera w Kartuzach, gdzie zażywając tabaki, można nauczyć się słynnego śpiewanego alfabetu kaszubskiego:

Image 

„To je krótci. To je dłudzi; To kaszebsko stolëca;

To są basë, to są skrzëpci; To oznôczô Kaszuba...”

http://www.muzeum-kaszubskie.gda.pl/

 

2005/2006 – Warszawa, Zbójna Góra, Otwock, Świder.

Sylwester w lesie. Fot. J. Gawryś. 

Ten rok był rokiem wyprawy w najbliższe okolice. Ale motywem przewodnim był tu „Świdermajer”, czy uroczy styl drewnianego budownictwa letniskowego okolic Świdra i Otwocka, rozsławiony przez Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w wierszu „Wycieczka do Swidra".

„…Jest willowa miejscowość,

Nazywa się groźnie Świder,

Rzeczka tej samej nazwy

Lśni za willami w tyle;

 

Tutaj nocą sierpniową,

Gdy pod gwiazdami idę,

Spadają niektóre gwiazdy,

Ale nie na te wille…”

 
 

„…Te wille, jak wójt podaje,

Są w stylu świdermajer…".

 Image

Skok do Świdra? Fot. J. Gaczyńska.

2006/2007 – Ogrodzieniec, Jura Krakowsko-Częstochowska, Góra Birów, 461 m. n.p.m.

Jura Krakowsko-Częstochowska to miejsce niezwykle piękne przyrodniczo i krajobrazowo, ale też i ciekawe ze względów historycznych (ach, te opowieści o rycerzach i ich damach, o zbójcach, kanclerzach, wojewodach i marszałkach…). Wspaniale skały zwane ostańcami i ruiny zamków – „orlich gniazd” – wtopionych idealnie w krajobraz, to znane wszystkim symbole tego regionu. Ogrodzieniec z zamkiem w Podzamczu i niedaleka Góra Birów, to były główne cele naszej wyprawy sylwestrowej w 2006 roku.

W czasie tej wyprawy nie powstała żadna nasza legenda. Chyba wszystkie i opowieści o tych miejscach zostały już napisane. Kto nie zna legendy o czarnym psie z Ogrodzieńca, czy o pięknej Olimpii, która z żalu za swym ukochanym wyskoczyła z okna zamkowej wieży, niechaj zajrzy na stronę internetową zamku: http://www.zamek-ogrodzieniec.pl/

Zamek w Ogrodzieńcu. Fot. J. Gawryś.

Zamek w Ogrodzieńcu. Fot. J. Gawryś.

Skałki w Ogrodzieńcu. Fot. J. Gawryś.

Ogrodzienieckie skałki. Fot. J. Gawryś.

2007/2008 – Wojanów, Góry Sokole, Sokoliki, Husycka Skała, 530 m. n.p.m.

„...Ryzality z klatką schodową zwieńczoną krenelażem...”. „…Portal nadający elewacji frontowej szczególny charakter…”.  „…Cokoły ze stylizowanymi głowicami dźwigającymi prostą archiwoltę i fryz belkowania ozdobiony szeregiem herbów…”. „…Korpus flankowany przez dwie oranżerie, których elewacje ozdobiono pseudoboniowaniem wykonanym w tynku…”

To tylko kilka przykładów z naszej lekcji architektury i budownictwa autorstwa pani Małgorzaty Ciołek, odnalezionej wcześniej w ramach rozpoznania terenu na stronach internetowych: http://www.zabytki.pl/sources/forum/studenckie/wojanow/wojanow.html

Lekcja ta, czyli opowieść o pałacu w Wojanowie, była przebojem tego naszego sylwestrowego wyjazdu.

Wojanów położony jest kilka kilometrów na południowy wschód od Jeleniej Góry, w dolinie rzeki Bóbr, na skraju Gór Sokolich. Nagromadzenie w tej okolicy zamków i pałaców skłania mieszkańców do porównań z Doliną Loary. I coś w tym jest.

Pałac w Wojanowie. Fot. J. Gaczyńska.

Przed pałacem w Wojanowie. Kto zgadnie, gdzie jest ryzalit? Fot. J. Gaczyńska.

Pałac w Wojanowie rzuca się w oczy, gdy tylko wysiądzie się z autobusu. Może nie najlepiej komponuje się z otaczającymi go budynkami starego PGR-u, ale wygląda porywająco. Zupełnie blisko, po sąsiedzku znajduje się pałac w Łomnicy. W nieodległym Bobrowie zrujnowany zamek Boberstein. W Karpnikach kolejny zamek, w którym w 1830 roku król Prus Fryderyk Wilhelm III przyjmował cara Rosji Mikołaja z carycą Aleksandrą Fiodorowną, a także pałac, zwany „willą pani Achinger”. W większości tych pałaców znajdują się teraz luksusowe hotele. Więcej informacji na ten temat: http://www.dolinapalacow.pl/

Nie zapominajmy jednak, że głównym celem naszej wyprawy były Góry Sokole, zwane Sokolikami. Sokoliki to część Sudetów, właściwie kilka małych górek, z najsłynniejszymi kopczykami Krzyżnej Góry (654 m. n.p.m.) i Sokolika (642 m. n.p.m.). Stożki Sokolików przypominają z daleka kobiece piersi, dlatego nazywano je biustem Lollobrigidy. Powitanie Nowego Roku 2008 na Husyckiej Skale, z widokiem na światełka błyskające na Sokoliku i fajerwerki nad portalem pałacu w Wojanowie, było kolejnym przykładem na to, że warto w tym dniu właśnie dniu wyruszyć z domu w plener, nad poziom morza, nad poziom marzeń.

Image

Widok na Sokolik i Krzyżną. Fot. J. Gaczyńska.

2008/2009 – Pruszków, Karczma „Pod wieloma kotami”

George Byron - Już nie będziemy na noc całą...

„Już nie będziemy na noc całą

Wymykać się, gdy inni zasną -

Chociażby serce wciąż kochało

A księżyc świecił równie jasno.

Rękojeść słabsza jest od ostrza,

Choć dusza żyje - pierś się dusi;

I, choćbyś była mi najdroższa,

Miłość też tchu zaczerpnąć musi.

Choćby więc dwoje serc w nas chciało

Bić jednym tętnem aż do brzasku

Już nie będziemy przez noc całą

Wałęsać się w księżyca blasku.”

        Przełożył Stanisław Barańczak

 

Wędrówka zimą. Fot. J. Gawryś.
 
 
 
Zmieniony ( 31.12.2015. )